logotype
24
Sie
  Wszyscy przegrywamy z chorym systemem ochrony zdrowia.

Od wielu lat jakoś słabo to działa. Niezależnie od tego czy komuniści, czy prawica, czy lewica ten fragment naszego świata nomen omen co raz to choruje, utyka i niedomaga.
Żeby nie było wątpliwości, nie jesteśmy z tym problemem jedyni ani w Europie, ani na świecie co jednak nie zmienia faktu, że należy o tym mówić bardzo głośno, bo za chwilę, wszyscy możemy stać się ofiarami tej choroby. Tak my, bo ci, którzy dziś zamykają na to oczy wiedzą, że zawsze sobie poradzą.
Dodatkowo musimy pamiętać, że problem pogłębi demografia. Jest coraz więcej starszych i nie da się ukryć chorujących oraz trochę więcej rodzących się dzieci, też wymagających opieki medycznej.
A co mamy? Aktualnie mamy najmniej medyków na głowę mieszkańców w Europie.
Istnieje niewielka grupa świetnie ustawionych i całe morze źle zarabiających pracowników ochrony zdrowia. Nie jest tajemnicą, że istnieją nazwijmy to „kluby starszyzny” czyli tych co na górze, którzy widzą głównie swoje interesy. Swoich pracowników i współpracowników traktują jak narzędzia pomagające im w ich karierze, planie, biznesie. Rezerwują dla siebie co lepsze kąski. Promują swoich zaufanych i bardzo pilnują, aby nie dopuszczać do stołu, wiedzy i możliwości świeżej potencjalnie konkurencyjnej krwi. Moje, moje, moje i się nie podzielę. Będę królem i będę dzielił i rządził. Jest zatem jak na dworze, tylko ta monarchia odbywa się z naszych podatków. A system jak temida, nie zauważa tej patologii.

Ci na dole są zfragmentaryzowani tak bardzo, że trudno im sformułować tak problem, by wszystkich ich połączył. Inaczej widzą świat „zabiegowcy”, inaczej rodzinni inaczej specjaliści w klinikach, inaczej rezydenci. Już nie mówiąc o innych zawodach medycznych. Tych na kontraktach urządzają kompletnie inne zmiany niż tych na umowach o pracę. Jedno jest wspólne. Ci na samym dole naiwnie dali sobie wmówić, że ta praca do dopust boży i dają się wykorzystywać pracując dużo dłużej niż powinni zgodnie ze swoimi umowami o pracę. A może to nie naiwność, tylko oni po prostu mają tak daleko do profitów, że nic im nie przysłania pacjenta.
Zmianom nie sprzyjają też relacje w środowisku. Wszyscy się tytułują jak w teatrze a pod tą elegancką formą niejednokrotnie kryje się arogancja i brak współpracy.

Tyle o ludziach w systemie, teraz o tym jak system działa, bo tu też jest ślepy. Nieźle jak na polskie warunki mają poradnie POZ, bo NFZ płaci ryczałt za ilość przypisanych do nich pacjentów więc najbardziej się opłaca jak nikt nie przyjdzie a wizyta zakończy się receptą. Przychodnie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej np. kardiolog, ortopeda, neurolog itp. nie są wynagradzane ryczałtowo, ale od powiedzmy porady i tu jest już wyższa szkoła jazdy, bo na przykład wizyta pierwszorazowa jest wyceniana inaczej niż kolejna a wycena każdej wizyty składa się często z kilku elementów. Szpitale podlegają jeszcze bardziej skomplikowanej układance. W uproszczeniu dostają za procedury przypisane do chorób więc jeśli system przestaje płacić, bo przy danej chorobie przewidziano refundację tylko za 3 dni hospitalizacji to ci na górze napierają, żeby pacjenta wypisać. Bo przecież nikt nie chce trzymać delikwenta, za którego szpital nie dostanie kasy. Bezcenna wiedza w polskiej służbie zdrowia, to jak to rozliczyć a nie jak wyleczyć. Ci na dole niejednokrotnie dostają po głowie, że chcą dobrze dla pacjenta, bo generują koszty.
Patologia to brak systemowego holistycznego myślenie o leczeniu. Jeśli po operacji ktoś skieruje nas gdzieś dalej i wykona telefon do innego szpitala, gdzie mamy być leczeni to znaczy, że to dobry człowiek. Systemowo wygląda to tak, że robimy procedurę i pa. I tu bez komentarza, bo nawet patrząc tylko okiem tabelki, czasem ta wydana kasa bez następnego kroku jest wrzucona do kosza.
Większość szpitali ma długi i bywa, że są to długi niebotyczne. Niektóre mają, je nawet w parabankach. Gdyby ktoś tak zadłużył firmę to wyciągnięto by srogie konsekwencje a tu… zadłużono, bo jest to uzasadnienie – złe wyceny procedur. Tylko, że dobry gospodarz jak ma coś źle wycenione to walczy o zmiany wyceny a nie zaciąga kredyt w parabanku. Zadłużenie nie jest winą tych co na dole nie przejmują się, czy i ile za to dostanie szpital i z sercem leczą. Dług to wina złego, nieodpowiedzialnego gospodarza. Jeśli dyrektor jest normalny to rzuca papiery jak jest taka ściana a nie idzie po kolejne pożyczki. Nie wiem czy to taka ignorancja, zaniechanie, brak charakteru czy co…
Powołuje się specjalną agendę do spraw oddłużania szpitali, która będzie badać przyczyny i szukać rozwiązań. No brawo… Rychło w czas.
Wszędzie króluje biurokracja, sterty, tony papierów, zgód i innych aż zaczyna brakować czasu na pacjenta. Do tego dochodzi personalny strach przed prokuratorem, bo przecież system tak działa, że nikt nie chce zostać jego ofiarą więc każdy medyk w swoim interesie produkuje kolejne „dupochrony”.
Cały ten system wygląda jak spisek, zmowa milczenia, klub cwaniaka. Sciana, mur, stajnia Augiasza.
A efekt jest taki, że wszystko biorą na siebie ci którzy są na dole, lekarze pielęgniarki, laboranci, personel, który ma 0,2 etatu, ale nie ma sumienia zostawić pacjenta i wyjść, bo koledzy już poszli do swoich prywatnych gabinetów. Ludzie, którzy zarabiają mniej niż wykładający towar w przysłowiowej wiadomo czym (nie obrażając wykładających towar).
Dzięki tym przemęczonym frajerom, bo w takiej roli stawiają ich, ich wyżej ustawieni koledzy po fachu jeszcze w ogóle to się trzyma i pacjenci mają szansę przeżyć.
Jak górnik nie wykopie w terminie węgla no to będzie strata w bilansie kopalni, jak pociąg nie przyjedzie, pojedziemy kolejnym, jak urzędnik będzie ślamazarny stracimy trochę czasu i nerwów, ale jak lekarz zawiedzie – stracimy życie a tu się już nie da niczego „nareperować”.
Jak w szafie jest totalny bałagan to jedyne co trzeba zrobić to wywalić wszystko i poukładać od początku. Jak jest droga ma mnóstwo dziur to kolejna łata nie da rady, bo obok zrobi się nowa dziura, a jak woda w basenie brudna to żadne dolewanie chemikaliów już nic nie pomoże – trzeba ją co jakiś czas wymienić.
Właśnie weszła w życie nowa wywalczona w drodze kompromisu przez związki zawodowe lekarzy ustawa, która de facto też nic nie zmieni, bo dolanie i tak za małej ilości kasy w ciągu kolejnych lat do popsutej studni nic nie naprawi a większe pieniądze dla lekarzy rezydentów i lekarzy, którzy będą pracować w jednym miejscu kompletnie niczego nie załatwią.
Od wielu lat podchodzi się do sprawy jak do przysłowiowego jeża. Łata jedną dziurę a inne ciekną dalej i jarają się specjaliści od zarządzania służbą zdrowia, że zrobili za kasę państwa kolejną konferencję, gdzie pogadali i nic z tego nie wynika.

Pan Minister Szumowski, ma bardzo dobrą opinię w tak zwanym środowisku więc może wreszcie warto iść na całość i wyrzucić wszystko z szafy i ułożyć od początku. Może warto zajrzeć do tych na samym dole, którzy każdego dnia często kosztem swoich rodzin, niespłaconych kredytów i nieprzespanych nocy sprawiają, że to jeszcze działa i wreszcie ruszyć tego puzzla pod hasłem polski system ochrony zdrowia, bo póki co mamy układankę a w niej dla utrudnienia panorama tatr, Kaczor Donald, kwiat paproci i trochę asów z innej gry. Trudne, ale powiedzmy wreszcie jak jest, wywalmy niepotrzebne elementy i przestańmy ze strachu i wygodnictwa udawać, że się nie da tego ułożyć.

 25SIERPNIA

Write comment (0 Comments)
24
Sie
  PiS boi się tego jak ognia.
Nie bardzo wiedzą, co zrobić...

FAKT

 

Write comment (0 Comments)
17
Sie
  OPZZ apeluje o wprowadzenie wyższych płac za pracę w niedzielę.
Także w służbie zdrowia

RYNEK ZDROWIA

17sierpnia

Write comment (0 Comments)
22
Sie
  MZ odpowiada w sprawie możliwości zmiany przez fizjoterapeutę zaleceń lekarskich

 MEDEXSPRESS

22SIERPNIA

Write comment (0 Comments)
09
Sie
  Jak będzie wyglądał pilotaż nowych zasad
w fizjoterapii? - jest projekt rozporządzenia

POLITYKA ZDROWOTNA

10sierpnia

Write comment (0 Comments)